Kredyt hipoteczny – spełnienia marzeń czy pętla na szyję?

Kto z nas nie pamięta jakim rarytasem były kredyty mieszkaniowe, te udzielane tak mniej więcej do II połowy 2010 r. Niemal wszyscy wówczas chcieli i mogli kupować mieszkania, domy. Sama pamiętam jak deweloperzy sprzedawali mieszkania tylko na planach, ponieważ fizycznie nie było nawet w ziemi fundamentów budynków. To nikogo jednak nie zniechęcało. Na mieszkania zapisy były w kolejkach. Wygrywał ten, kto zdecydował się pierwszy. Budynki stawiane przez deweloperów rosły jak grzyby po deszczu, ludzie, zwłaszcza młodzi mieli perspektywę swojego wymarzonego M, banki udzielały kredytów niemal wszystkim, gospodarka napędzana była przez sprzedaż mieszkań. Wszyscy byli szczęśliwi – bynajmniej na tamten moment.


Banki udzielały kredytów mieszkaniowych tzw. kredytów hipotecznych masowo w latach 2003-2011. Były to kredyty powiązane z kursem waluty obcej. Taka sytuacja dotyczyła przede wszystkim Franka Szwajcarskiego (CHF). W latach 2005- 2008 kredyty hipoteczne, a zwłaszcza te powiązane z kursem waluty obcej (CHF) stanowiły większość kredytów hipotecznych udzielanych konsumentom na zakup mieszkań (cele mieszkaniowe).
Można jako przykład powołać się na raport przedstawiony przez Związek Banków Polskich: w roku 2008 ze wszystkich udzielonych kredytów hipotecznych niemal 70 % było powiązanych z walutą CHF, a około 30 % ze Złotym Polskim. Zgoła odmiennie kształtowało się to w roku 2010 albowiem ¾ udzielonych kredytów było kredytami złotowymi, natomiast 1/5 udzielonych kredytów to kredyty udzielone w euro, pozostała marginalna w porównaniu do lat ubiegłych wartość to kredyty powiązane z CHF.


Można byłoby się zastanowić z jakiego powodu wszyscy chcieli kredytów powiązanych z kursem waluty obcej. Odpowiedz jest jedna – ponieważ były one znacznie niżej oprocentowane aniżeli kredyty złotowe. Przekładało się to bezpośrednio na wysokość raty spłaty kredytu. Niższe oprocentowanie = niższa rata. Powodowało to okoliczność, że kredytobiorca mógł w zasadzie wziąć wyższy kredyt tzn. na wyższą kwotę, aniżeli przy kredycie udzielanym w złotówkach. Taka okoliczność przekładała się też bezpośrednio na zdolność kredytową. Mimo stosunkowo niskich dochodów w wielu przypadkach kredytobiorca posiadał zdolność regulowania bieżących spłat kredytu. Wszystko to rosło jak bańka mydlana, rosło i rosło, aż w końcu nastąpił wielki boom na rynku kredytów hipotecznych.
Sytuacja ta miała bezpośrednie przełożenie na wzrost cen nieruchomości. Po tym już nie tak łatwo można było kredyt w banku otrzymać, banki dla zabezpieczenia zaczęły wymagać większych wkładów własnych bądź też innych pieniężnych gwarancji.


Dlaczego zatem banki, jak napisałam wyżej udzielały kredytów przede wszystkim we Franku Szwajcarskim. Kredyty takie mogły mieć niższe oprocentowanie, a to wiązało się z odpowiedzią na zwiększony popyt na rynku kredytów na cele mieszkaniowe. Wyjaśnić jednak trzeba, że banki, które udzielały tych kredytów nie dysponowały odpowiednimi rezerwami walutowymi, aby właśnie w obcej walucie udzielać kredytu. Przede wszystkim jednak, prawie nikt w Polsce tak naprawdę nie potrzebował na zakup nieruchomości waluty obcej. Mieszkania i domy były sprzedawane za złotówki i wszyscy takiej właśnie waluty potrzebowali. Bank oferował niższe oprocentowanie kredytobiorcom, właściwe dla waluty obcej, przez co zainteresowanie takim produktem rosło.


Frankowicze jednak, zdaje się ze szczęścia, że mogą pozwolić sobie na swoje m przez duże M nie przewidzieli ,że bardzo szybko kurs waluty podwyższy się o 100 %. I po tym też czasie z wielkiej radości przyjdą wielkie łzy. (cdn)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *